Czego oczekują od Kościoła osoby porzucone przez małżonka?

ks. Wojciech Nowak SJ

Artykuł opublikowany w materiałach z Konferencji „Jak przezwyciężyć kryzys w małżeństwie i rodzinie?" zorganizowanej w ramach przygotowań do IV Ogólnopolskiego Kongresu Ruchów Katolickich 24 października 2009 r.

Zazwyczaj występuję w roli duszpasterza osób żyjących w związkach niesakramentlnych. Istotnie, w 1998 roku, gdy wszedłem pełniej w to duszpasterstwo, uświadomiłem sobie pewną „niesprawiedliwość". Ci, którzy zdecydowali się na trudną wierność - a to jest droga wskazana przez Ewangelię - zostali pozostawieni samym sobie. Przypuszcza się, że skoro nie mają zasadniczych przeszkód w prowadzeniu życia sakramentalnego, mogą z powodzeniem odnaleźć się w Kościele. Jednakże, rzeczywistość przeżywana od ich strony wygląda nieco inaczej. Niektórzy noszą w sobie poczucie winy z powodu samego faktu, że doszło w ich życiu do rozwodu, że ich małżeństwo się rozpadło. Skoro jest ono w zamyśle Stwórcy nierozerwalne, a oni są rozwiedzeni - mimo iż rozwód należy do sfery cywilnoprawnej i mimo że może nie ponoszą zasadniczej winy za rozpad związku - wydaje im się, że nie mogą przystępować do sakramentów.  Oni nie są rozumiani przez otoczenie, nawet przez najbliższych, którzy próbują pocieszać ich w tani sposób, bądź też sugerują kolejny związek jako „lekarstwo" na zaistniałą sytuację.  Nierzadko zdarza się, że osoby po rozwodzie zaczynają być pomijane przez dotychczasowe kręgi towarzyskie, które dotychczas znały je i przyjmowały jako pary małżeńskie.
            Zanim odpowiem na pytanie, czego oczekują od Kościoła osoby porzucone przez współmałżonka, doprecyzujmy, o kogo chodzi, gdy mówimy o osobach rozwiedzionych.  Myślę, że spotykamy się z czterema zasadniczymi sytuacjami:
- bycie porzuconym przez współmałżonka dla innej osoby (różne mogą być tego przyczyny);
- jedna strona uważa trwanie w relacji małżeńskiej za zbyt trudne i decyduje się na rozstanie, niekoniecznie z zamiarem układania sobie życia z kimś innym;
- obie strony nie chcą już być ze sobą ze względu na trudności w budowaniu relacji, nieumiejętność lub brak woli jej tworzenia;
- decyzja na separację bądź rozwód jest aktem samoobrony, tj. uwolnienia się od sytuacji przemocowej, by uzyskać także instrumenty cywilnoprawne w dochodzeniu czy obronie swoich praw.
W mojej wypowiedzi skupię na pierwszej i drugiej kategorii osób, czyli tych, którzy zostali opuszczeni przez współmałżonka wbrew swojej woli.
Poczucie krzywdy, frustracja, osamotnienie, nieradzenie sobie z emocjami, stany depresyjnej, brak zrozumienia ze strony otoczenia - to „chleb powszedni" rozwiedzionych samotnych i żyjących w separacji, przynajmniej w pierwszej fazie po rozstaniu. W sytuacji, gdy separacja jest aktem samoobrony przed przemocą fizyczną bądź psychiczną, odejście od współmałżonka może być odbierane w pierwszym momencie jako ulga po latach udręki.
Trauma doświadczenia utraty osoby, z którą wiązało się plany na całe życie, porównywalna jest z sytuacją śmierci kogoś bliskiego.
Równie boleśnie przeżywają sytuację rozpadu małżeństwa mężczyźni, jak i kobiety.  Te ostatnie, wielokrotnie potwarzały, że dzięki spotkaniom w grupie wsparcia, zobaczyły, że „faceci" także mają uczucia i też mogą cierpieć z powodu porzucenia. Jest to jeden z argumentów za tym, by spotkania te były koedukacyjne, pozwalając spojrzeć na te same sytuacje oczami obojga płci. To nie jest tak, jak niektórzy potocznie myślą, że mężczyzna po rozwodzie szuka sobie od razu nowej partnerki życiowej.
Na skutek porzucenia przez współmałżonka podważone zostaje poczucie własnej wartości  i szacunku do samego siebie - „no bo przecież zostawił mnie dla kogoś innego" lub „uznał za osobę dłużej nie do zaakceptowania". Wielokrotnie słyszałem od porzuconych i rozwiedzionych: „czuję się jak osoba drugiej kategorii". Pamiętam opowieść młodej kobiety, która czując, co może się wydarzyć, pewnego wieczoru wykąpała dzieci, ubrała je w piżamki, wzięła na ręce, stanęła przed mężem i wprost zadała mu pytanie: „I co, i tak po prostu nas zostawisz?" - zostawił. Ból, bezsilność, poczucie osamotnienia ... Osoby niekiedy przepłakują całe tygodnie, nie mogą znaleźć sobie miejsca, nie mogą spać, miotane uczuciami gniewu, agresji ... przeżywające bunt, także wobec samego Boga.
Wszystko to powoduje, że rozwiedzionym, prowadzącym życie samotne jest niekiedy trudniej, aniżeli żyjącym w związkach niesakramentalnych. Ci ostatni przeżywają do pewnego stopnia stabilizację życiową i zaspokajają w znacznym stopniu swoje potrzeby psychiczne. Ich zasadniczym problemem jest potrzeba Boga i pokonanie rozbieżności między wybraną przez nich formą życia a wyznawaną wiarą. Porzuceni czy rozwiedzeni wybrali kiedyś życie we dwoje i potem zostali postawieni, wbrew swojej woli, przed perspektywą życia w pojedynkę.
W sytuacji porzucenia czy rozpadu związku w gruzach legła nie tylko koncepcja życia, wiązana z tworzeniem rodziny, ale także nadzieja odnalezienia osobistego szczęścia kojarzonego z przeżywaniem miłości i bliskości z drugim człowiekiem. Słowem: „świat zawalił się im na głowę".

Czego oczekują od Kościoła osoby porzucone czy odtrącone przez współmałżonka?

Przede wszystkim oczekują spotkania osób, które okażą  zrozumienie dla ich sytuacji. Kościół jest wspólnotą, dlatego oczekują znalezienia środowiska, w którym doświadczą empatii, gdzie będą mogły wyrazić do końca swoje emocje, jeszcze przed usłyszeniem jakichkolwiek rad i wskazówek, co robić dalej. To bardzo ważne zmierzyć się w pełni z sytuacją, jaka zaistniała, zmierzyć się z bólem z powodu straty, przyjąć do wiadomości fakt, że obecnie będę sama/sam - przyjąć go i nie popaść w rozpacz, nie dać się ponieść emocjom, prowadzącym do autodestrukcji. W przypadku rozwodu życie się nie skończyło, ono trwa nadal i należy nauczyć się je przeżywać w nowy sposób, należy otworzyć się na jego „inność".
„Samotność i inne trudności są często udziałem małżonka odseparowanego, zwłaszcza gdy nie ponosi on winy. W takim przypadku wspólnota kościelna musi w szczególny sposób wspomagać go; okazywać mu szacunek, solidarność, zrozumienie i konkretną pomoc, tak aby mógł dochować wierności także w tej trudnej sytuacji, w której się znajduje; wspólnota musi pomóc mu w praktykowaniu przebaczenia, wymaganego przez miłość chrześcijańską oraz utrzymania gotowości do ewentualnego podjęcia na nowo poprzedniego życia małżeńskiego". Tak syntetycznie widział działanie Kościoła wobec rozwiedzionych i w separacji Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Familiaris consortio (nr 83).
Grupy wsparcia dla osób porzuconych, rozwiedzionych i w separacji mają do spełnienia swoją rolę w trzech wymiarach:
- TEOLOGICZNYM: jako pomoc w szukaniu odpowiedzi na pytanie o sens wierności małżeńskiej. Dlaczego mam być wierna/-ny osobie, która mnie zdradziła czy porzuciła, przecież małżeństwo to układ partnerski? Po ludzku wydaje się, że taki związek już się zakończył. Jakie motywy przemawiają za dochowaniem wierności? Decydując się na małżeństwo, wybrało się kiedyś życie we dwoje, jako drogę realizacji siebie i życiowego powołania. Jaki jest sens samotności, wobec której ktoś został postawiony, będąc niekiedy jeszcze bardzo młodym? Jest to nierzadko moment odkrycia znaczenia sakramentu małżeństwa jako uczestnictwa w miłości Chrystusa do człowieka, która to miłość ma sens zbawczy. Bez odniesienia do wiary - historii zbawienia i modelu miłości - oraz do Boga jako osoby, jako kogoś żyjącego i działającego, z którym można nawiązać osobistą, intymną relację, szereg pytań o sens wierności, pozostawałoby bez odpowiedzi.
- EGZYSTENCJALNYM: jako pomoc w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie, jak dalej żyć? Jak zorganizować i czym wypełnić życie? Skąd czerpać energię do przyjmowania i podejmowania kolejnego dnia?  Jak wychowywać dzieci, jak pomóc im przejść przez to doświadczenie?
- DUCHOWYM: sytuacja bycia porzuconym czy rozpadu związku należy do tych sytuacji granicznych, w których do głosu dochodzą pytania fundamentalne, o  sens życia, sens kochania, cierpienia, pytania dotyczące samego Boga. W tej trudnej i bolesnej sytuacji dochodzi często do przebudzenia czy odkrycia na nowo wiary, jako czynnika nadającego sens i wiary jako realnego źródła energii życiowej. Osoby mają szansę odnaleźć swoją niepowtarzalną ścieżkę duchową. Wiara może stać się dla nich osią życia, nie tylko pozwalającą uporać się z sytuacją straty, ale otwierającą horyzonty, których do tej pory być może w ogóle nie widziały.

Wojciech Nowak SJ, ur. 1963, duszpasterz osób rozwiedzionych, pozostających w separacji oraz żyjących w związkach niesakramentlanych przy Parafii Św. Andrzeja Boboli w Warszawie, odpowiedzialny za dział duchowości i rekolekcje w Europejskim Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie-Falenicy (www.eccc.pl), wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym Collegium Bobolanum w Warszawie.